Dzisiaj nazywam się Charles

Home » Wiersze » Dzisiaj nazywam się Charles

Z tomiku „ Dzisiaj nazywam się Charles” 2010


 
Myjąca szyby

Chuda kobieta wyciera szyby sklepu i żuje gumę
szyba wrzeszczy jakby wolała być z mgły
kobieta składa fragmenty ulicy
przeczekać przeżuć przetrzeć
przeczekać przeżuć przetrzeć
chuda kobieta jej twarz
w kawałkach szkła
wystawa jubi… dziewczynka z uchem przy drzwia…
ogon psa karetka mężczyzna z dziec…
jej chude kol… jej piersi pod nudną sukienką
jej wło… jej us… jej uniesione oczy
na pasek mgły gdzie już nie sięga ręka
nagle chuda kobieta odpada od szkła
jej profil rozmnożony na kilku przechodniów
przesiąka ulicą
szyba błyszczy


Nagle

Rodzina z podróży a jednak w garniturach
od świtu z tortem przy łóżku.
Ona wpatrzona w krajobraz sufitu
od dzisiaj stuletnia
od lat nieobecna
skorupka w pościeli z puchu
nagle
kiedy każdy z prawnuków dmuchnął w dziesiątki świec
nagle po prostu wstała.
Zdjęła cieniutką skórę, zmieniła na tamtą gładką
dżinsy trzeszczały pnąc się w górę a T-shirt stał się ciałem
obcasy stukały po schodach, ulica biegła za nią
do pubu na rynku, tam tylko
szybkiego drinka i dalej w kierunku muzyki
gdzie pełno istot z dymu, tutaj tańczyła z pomarańczowym światłem
ręce w powietrzu, biodra afrykańskie, płodne,
światło chwytało piersi i inne tańczące fragmenty
potem
jej powrót nocą obcasy o puste chodniki, okna z poświatą telewizorów
klatka schodowa, pokój
oni wciąż stali z tortem
spadła na łóżko, zamknęła oczy
i potem
chrzęst obłoku
ostatni oddech poduszki


Już

Dzień po śmierci matki
Niebo się przesuwa
a z nagiego powietrza
spada zimny deszcz
obcy
i prawdopodobnie pierwszy prawdziwy


Ptaki

Jak one tam są
nade mną
ich lot to kreski piórkiem starte gumką
za horyzontem płótna
tak je znam tak jest stąd
a tam
mozół piór odór wiatru
warkot kości
nalot deszczu
hipnoza samotności
w chórze oddechów
One
o kreskach piórkiem na tle powietrza
nic nie wiedzą


Nareszcie

Przyszedł dzień
który latami czaił się w kulisach.
W niewielkiej bibliotece schowano resztę krzeseł.
Niepotrzebne. Nikogo więcej. Tylko kilka skulonych sylwetek
a przecież rozplakatowali na mieście- spotkanie z pisarką….aktorką…
Nie trzeba mikrofonu- szept bibliotekarki… liczyła na….
Nieważne. Nareszcie nikogo. Nareszcie dzielnicowe biblioteki
i zapach walerianowych kropli.
Nareszcie u siebie. Nareszcie boczne drogi. Nareszcie boli.